
8 dzien i jeszcze mnie nie wywalili, a to juz przeciez 8 dni od pamietnego owego wydarzenia:) choc dzien sie jeszcze nie skonczyl. Odpukac wiec. Caly czas sytuacja jest niejasna i czekamy na odpowiedz.

Wczoraj mielismy wieczor slowenski. najpierw 5 min info o tym pieknym kraju, potem robilismy takie piekne serca (byly to juz upieczone ciastka, ktore malowalismy), kartki pocztowe, potem jedlismy dobry slowenski chleb i pilismy, pilismy, pilismy darmowe wino. co do wina, to nawet byla rozmowa jak ja pic- cos o sercu i o pasji, ale juz bylam po 3 kieliszku, wiec nie sluchalam:P i tance hulance. Tylko, w zwiazku z tym, ze udalo mi sie zapisac na pranie, co jest wielkim cudem od 0.00 do 5.00 rano musialam wracac do akademika, zeby uprac 4 torby ciuchow. I tu odezwal sie moj pech. Zasilanie we wszystkich 3 pralkach odcielo sie. I housekeeper nie chcial przyjsc. I pranie poszlo sie walic.Ale nie ma tego zlego, bo poszlam dalej imprezowac. I niestety, na skutek tego, nie wiedzialam, co sie dzieje na zajeciach. Odplywalam. Ostatni raz cos takiego zdarzylo mi sie u Sienickiego na pierwszym roku:P
Wiec za chwile, ide zwiedzac inne akademiki, zeby choc troche uprac. Moze sie uda. Moze. Plany na wieczor nie sprecyzowane. Ale moze w nd pojedziemy nad jezioro Bled.
All in all, czuje wszechobecny relax. Jeszcze tylko zostanmy w tym akademiku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz