poniedziałek, 8 marca 2010

Brno










Po krótkiej organizacyjnej wizycie w Polsce, pojechałam do Brna, gdyż tęsknota tęsknotą męcząca jest. Justyna i Marysia zadbały o to, żeby czas oczekiwania na autobus mnie nie wykończył. Miałam wyjeżdżać o 21.30 z Zachodniego. Byłam oczywiście wcześniej i ku mojemu zdziwieniu autobus, którym miałam jechać, był jedynie wynajęty przez firmę Orbis, a pochodził z Bułgarii. Tam też zmierzał i kierowany był przez 3 Bułgarów. W całym autobusie wyjeżdżającym z Wawy byłam ja, 3 Bułgarów i jedna 21latka jadąca do Sofii. Jednak wszystko było w porządku. W międzyczasie dosiadali się różni ludzie, także było w miarę bezpiecznie. Przespałam prawie całą podróż. Pan P. już na mnie czekał. Przez te kilka dni podzielił się ze mną swoim miastem, dbając o każdy szczegół, no i przede wszystkim dbając o mnie. Spędziłam przecudowny weekend
i powrót do Lj tym razem wcale nie był taki radosny.
Ale cóż. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Teraz koniec laby. Do roboty! Mgr czeka, a lenistwo zrobiło się męczące.

AAA! Tak w ogóle! Pogoda jest piękna i zaraz wyprobuję swój nowy rower :))))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz