niedziela, 11 kwietnia 2010

Wielkanoc


Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, co by tu wymyślić. Oczywiście zorganizowali się tylko Polacy. Jajka, sałatka, barszcz biały. Było miło, choć nie to samo.
Potem z Szymonem, Michałem i Deniską poszliśmy do Kościoła. A tu niespodzianką. Bo jak msza normalnie jest na 18, to po zmianie czasu, jest na 19. Więc godzinę spedziliśmy na kebabie.

W poniedziałek zapoznawaliśmy naszych kolegów z tradycją Śmigusa Dyngusa:))) Cały akademik pływał. Heyka mnie dopadł i wrzucił w ciuchach pod prysznic. Nie świętowałam tego całego polewania dobrych 5 lat:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz